wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział 4

*nie ma muzyki :((  *

 Kolejne kilka dni wyglądało podobnie. Dziś nadszedł dzień , w którym zaprezentujemy przed organizatorami nasze umiejętności i zostaniemy za to ocenieni w skali od 1 do 12.
Zżerają mnie nerwy. Wiem , że dobry wynik pomoże mi zdobyć sponsorów. Chcę dać z siebie wszystko. Po przygotowaniu się schodzę do jadalni gdzie zajmuję krzesło obok Ravena. Nasze spojrzenia się krzyżują i on lekko się uśmiecha. Odwracam wzrok.
Zajmuję się konsumowaniem mojego śniadania.
-Dziś macie się wykazać ! Zrozumiano ?- mówi stanowczo Haymitch.
My tylko kiwamy głowami. Spoglądam na talerz Ravena. Nawet nie tknął jedzenia.
- Nie jesz? – pytam się go
-Nie mam apetytu.
Wstaje i wychodzi szybkim krokiem. Kontynuujemy jedzenie. Nagle z jego pokoju dobiega nas krzyk. Zrywam się z miejsca i szybko tam biegnę.
-Raven!
Chłopak biega po pokoju jak oszalały i jakby czegoś szuka. Jest roztrzęsiony. Przestaje krzyczeć ale nadal panikuje.
- Co ty robisz ?! – pytam niecierpliwa.
Nie odpowiada . Kompletnie wytrącony z równowagi siada na łóżku. Próbuje miarowo oddychać. Jego twarz jest cała we łzach. Podchodzę do niego i siadam obok. Głaszczę go po plecach i mówię kojąco.
-Mam dość ! – wyrywa mi się – Czemu oni tak świetnie dbają teraz o nasze życie skoro zaraz i tak się pozabijamy ?!!?! A no tak… Chcą widowiska !!! Tylko po co ???!!! Nie mogą nas od razu powystrzelać?! Czemu ten Kapitol jest tak pochrzaniony , że podoba im się jak nastolatki się zabijają??!! Niedorozwoje mózgowe , które nie wiedzą że zabijanie jest złe!! Ci ludzie żyją jak w raju i nie wiedzą co to prawdziwe cierpienie dlatego to ich bawi!!! Idioci!!!!
- Uspokój się , proszę – mówię delikatnie. On z powrotem siada na łóżku. Zakrywa twarz dłońmi i zaczyna szlochać. Ja przyjacielsko obejmuję go ramieniem.
- Wszyscy to bardzo przeżywamy , ale nic nie poradzimy na to . – szepczę głaszcząc go po ramieniu. Tak mi go szkoda. Nie ma w życiu łatwo. Zawsze zgrywał twardziela . Wszyscy mieli się go bać , a tymczasem to chłopak o delikatnym sercu które łatwo zranić. Nikt by normalnie nie pomyślał że ktoś taki potrafi płakać.
W końcu się uspokaja.
Siedzimy w Sali i czekamy aż nas wywołają. Powoli sala się opróżnia i w końcu zostajemy tylko ja  i Raven. W środku cała się trzęsę . Słyszę w głośnikach:
-Arrow Severin.
Wstaję i podchodzę do drzwi.
- Powodzenia! Daj z siebie wszystko – słyszę za sobą i odwracam się do niego. Uśmiecha się , odwzajemniam ten uśmiech i wychodzę. Rzucam nożami. Strzelam z łuku. Nic szczególnego. W sumie nie idzie mi najlepiej. Uwielbiam strzelać w tarczę z łuku. Robiłam to prawie codziennie , ale nie jestem jakąś profesjonalistką. Mija kilka minut i słyszę :
- Dziękujemy , panno Severin.
Wychodzę . Co teraz będzie ? A jeżeli źle mi poszło ? Organizatorzy nie mieli za ciekawych min. Docieram do apartamentu . Raven przychodzi chwilę po mnie. Chyba poszło mu lepiej niż mi , bo uśmiecha się pod nosem. Pod wieczór siadamy w salonie , przed telewizorem . Rozpoczyna się program . Cesar Flickerman prezentuje trybutów i ich ilość punktów przyznanych przez organizatorów.
- Alex  , Dystrykt 2 , punktów 10
- Kornelia , dystrykt 3 , punktów 7
-Alice , dystrykt 5 , punktów 8
- Colin , Dystrykt 8 , punktów 11.
- Raven , Dystrykt 12 , punktów … 12 –
Jest w szoku . Wszyscy mu gratulujemy.
- Arrow, Dystrykt 12 – denerwuję się – punktów … 6

Cooo? , myślę.

2 komentarze:

  1. Bardzo pięknie piszesz. C; spodobał mi się ten nagły zwrot akcji, czekam na dalsze rozdziały!

    OdpowiedzUsuń
  2. Mrauuuu :D Jak możesz tak swietnie pisać ;P Życzę weny ;3

    OdpowiedzUsuń