- Zabijesz mnie teraz
?- pyta
Kręcę głową.
-To dobrze. Myślisz że
tu gdzieś jest jakieś wyjście?
-Nie wiem , ale warto
poszukać.
Poszłyśmy w głąb
korytarza. Przeszłyśmy chyba z setki metrów krętej drogi. Jednak wyjścia nie
było jak na razie widać.
-A więc to tak zginę…
- szepnęła Violet.
----------
-Spokojnie , znajdziemy wyjście … - mówię z lekką
niepewnością.
Nadal idziemy tym samym korytarzem. Nie było żadnego
skrzyżowania , tylko droga jest cały czas bardzo kręta i z każdym zakrętem
coraz bardziej się zwęża. Czuję ,że zimno przedziera się już przez moją kurtkę.
-Arrow ! Patrz ! TAM! – spoglądam w kierunku w który
wskazuje- Słońce !
Przyglądam się i faktycznie widać światło dzienne. Uradowane
idziemy w tamtym kierunku. Zatrzymujemy się kilka metrów dalej. Okazuje się że
otwór w ścianie lodowej jest niewielki. – Nie zmieścimy się – mówię
- Może trzeba go powiększyć?
Od razu spostrzegamy , że to dobry pomysł , ale musimy mieć
do tego coś na tyle wytrzymałego by nie połamało się na tak grubym lodzie.
Przeglądamy nasze zapasy. Ja mam tylko łuk , a Violet mały nóż i bukłak na
wodę.
-Co teraz ? – pyta , a w jej oczach widać przerażenie.
- Może jednak się przeciśniemy – mówię z desperacją bo wiem
że to nie jest możliwe . Otwór ma jakieś piętnaście centymetrów średnicy.
Wtedy przypominam sobie , że w kieszeni mam jeszcze krzesiwo
które zabrałam z Rogu Obfitości .
Pokazuję je Violet.
- Możemy stopić lód. Trzeba tylko coś podpalić.
Dziewczyna zdejmuje kurtkę , a następnie bluzę i sweter i
ściąga z siebie t-shirt.
Zachwycona jej hojnością , szybko podpalam materiał. Ogień
ogrzewa lód który momentalnie zaczyna się topić. Wtem słyszymy przeraźliwy
krzyk . Męski krzyk . Uświadamiam sobie , że to krzyk Ravena. Od razu zaczynam
panikować. Lód topi się , ale otwór wciąż jest za mały . Chcę się wydostać bo
muszę pomóc Ravenowi. Otwór robi się coraz większy , a krzyk na zewnątrz
narasta. W końcu udaje nam się przecisnąć przez dziurę. Krzyk dochodzi zza
wielkiej lodowej skały i tam właśnie biegniemy.
-Raven ! – krzyczę gdy widzę chłopaka tonącego w przeręblu .
Razem z moją towarzyszką chwytamy go za ręce. Jest dość ciężki , ale wspólnymi
siłami udaje się go nam wydostać.
Trzęsie się z zimna. Ściągam swoją kurtkę i go nią owijam .
Kurtkę daje mu też Violet. Siadam z nim opierając się o skałę. Przytulam go
mocno do siebie. Jego sine do tej chwili usta zaczynają nabierać naturalnego
koloru ,przestaje się trząść .
- Dziękuję – szepcze ,a jego wargi drżą. – Właściwie czemu
mnie uratowałaś ? Miała byś jednego rywala z głowy.
- Nie wiem . Nie chciałam żebyś zginął tylko dlatego że ci
nie pomogłam.
- Wolisz mnie później sama zabić ?
- Nie , nie zrobiłabym tego…
Wtedy dochodzę do wniosku , że on ma rację. Zwycięży tylko
jedna osoba. A jeżeli zostaniemy tylko my oboje … To co wtedy ? Które z nas
zabije? Ja nie umiałabym tego zrobić.
******************************
Znowu taki krótki ,ale mam nadzieję że się wam spodoba.
Proszę o komentarze :)