piątek, 28 marca 2014

Rozdział 8 cz.2

- Zabijesz mnie teraz ?- pyta
Kręcę głową.
-To dobrze. Myślisz że tu gdzieś jest  jakieś wyjście?
-Nie wiem , ale warto poszukać.
Poszłyśmy w głąb korytarza. Przeszłyśmy chyba z setki metrów krętej drogi. Jednak wyjścia nie było jak na razie widać.
-A więc to tak zginę… - szepnęła Violet.
----------
-Spokojnie , znajdziemy wyjście … - mówię z lekką niepewnością.
Nadal idziemy tym samym korytarzem. Nie było żadnego skrzyżowania , tylko droga jest cały czas bardzo kręta i z każdym zakrętem coraz bardziej się zwęża. Czuję ,że zimno przedziera się już przez moją kurtkę.
-Arrow ! Patrz ! TAM! – spoglądam w kierunku w który wskazuje- Słońce !
Przyglądam się i faktycznie widać światło dzienne. Uradowane idziemy w tamtym kierunku. Zatrzymujemy się kilka metrów dalej. Okazuje się że otwór w ścianie lodowej jest niewielki. – Nie zmieścimy się – mówię
- Może trzeba go powiększyć?
Od razu spostrzegamy , że to dobry pomysł , ale musimy mieć do tego coś na tyle wytrzymałego by nie połamało się na tak grubym lodzie. Przeglądamy nasze zapasy. Ja mam tylko łuk , a Violet mały nóż i bukłak na wodę.
-Co teraz ? – pyta , a w jej oczach widać przerażenie.
- Może jednak się przeciśniemy – mówię z desperacją bo wiem że to nie jest możliwe . Otwór ma jakieś piętnaście centymetrów średnicy.
Wtedy przypominam sobie , że w kieszeni mam jeszcze krzesiwo które zabrałam z Rogu Obfitości .
Pokazuję je Violet.
- Możemy stopić lód. Trzeba tylko coś podpalić.
Dziewczyna zdejmuje kurtkę , a następnie bluzę i sweter i ściąga z siebie t-shirt.
Zachwycona jej hojnością , szybko podpalam materiał. Ogień ogrzewa lód który momentalnie zaczyna się topić. Wtem słyszymy przeraźliwy krzyk . Męski krzyk . Uświadamiam sobie , że to krzyk Ravena. Od razu zaczynam panikować. Lód topi się , ale otwór wciąż jest za mały . Chcę się wydostać bo muszę pomóc Ravenowi. Otwór robi się coraz większy , a krzyk na zewnątrz narasta. W końcu udaje nam się przecisnąć przez dziurę. Krzyk dochodzi zza wielkiej lodowej skały i tam właśnie biegniemy.
-Raven ! – krzyczę gdy widzę chłopaka tonącego w przeręblu . Razem z moją towarzyszką chwytamy go za ręce. Jest dość ciężki , ale wspólnymi siłami udaje się go nam wydostać.
Trzęsie się z zimna. Ściągam swoją kurtkę i go nią owijam . Kurtkę daje mu też Violet. Siadam z nim opierając się o skałę. Przytulam go mocno do siebie. Jego sine do tej chwili usta zaczynają nabierać naturalnego koloru ,przestaje się trząść .
- Dziękuję – szepcze ,a jego wargi drżą. – Właściwie czemu mnie uratowałaś ? Miała byś jednego rywala z głowy.
- Nie wiem . Nie chciałam żebyś zginął tylko dlatego że ci nie pomogłam.
- Wolisz mnie później sama zabić ?
- Nie , nie zrobiłabym tego…

Wtedy dochodzę do wniosku , że on ma rację. Zwycięży tylko jedna osoba. A jeżeli zostaniemy tylko my oboje … To co wtedy ? Które z nas zabije? Ja nie umiałabym tego zrobić.
******************************
Znowu taki krótki ,ale mam nadzieję że się wam spodoba. 
Proszę o komentarze :)  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz